Witajcie po kolejnej przerwie!
Tym razem nie będę się kajać, a od razu zapraszam Was do bliższej znajomości z
siódemką moich wiosennych naustnych faworytek. Różnią się między sobą
wykończeniem, kryciem, trwałością i formułą, ale wszystkie są soczyste,
ożywiające, dodające blasku i bardzo, bardzo wiosenne. Mam nadzieję, że
przypadną Wam do gustu :)
Uwaga: kolejność wyboru jest
przypadkowa :)
BOURJOIS ROUGE EDITION SOUFFLE DE
VELVET 03 VIPeach
O tym produkcie wspominałam Wam
już przy okazji wiosennych nowości w mojej kosmetyczce (klik!), ale nie wiecie,
że od tego czasu za sprawą mojego Męża do moich pomadkowych zbiorów dołączył
jeszcze jeden odcień Souffle de Velvet. Chociaż wszystkie kolory z palety można
z powodzeniem stosować na co dzień, odcień VIPeach jest zdecydowanie
bardziej „codzienny” – to lekko oranżowa brzoskwinia, która pięknie uzupełni
cieplejszy makijaż. Ma odcień bardzo naturalny, a jednocześnie ładnie
ożywia zmęczoną i bladą po zimie cerę. Zdarzało mi się stosować ją również
w roli kremowego różu i sprawdzała się świetnie. Ma lekką, piankową konsystencję i
wygodny aplikator, który jednak moim zdaniem nabiera nieco zbyt dużo produktu,
dlatego przed każdą aplikacją ocieram go z obu stron o opakowanie.
BOURJOIS ROUGE EDITION SOUFFLE DE
VELVET 06 Cherry Leaders
Kolejna matowa pomadka w płynie w
tym zestawieniu. Cherry Leaders ma
mocniejszą niż swoja siostra pigmentację i chłodny, malinowy odcień, ale też
nie uzyskacie tu pełnego krycia. Ma to swoje plusy: dzięki półtransparentnej
formule efekt po umiejętnym nałożeniu jest nadal bardzo naturalny i śmiało
możecie udawać, że Wasze usta z natury są takie apetyczne i zaróżowione.
Obie pomadki w wersji Souffle de
Velvet bardzo lubię, ale jeśli przymierzacie się do zakupu, pamiętajcie, że
żaden z kolorów nie da Wam pełnego krycia ani trwałości takiej jak klasyczne
Rouge Edition Velvet. Zwróćcie też uwagę na zapach: metaliczny i dość
intensywny, wrażliwcom może przeszkadzać.
MAYBELLINE COLOR WHISPER 440
Orange Attitude
Kolejny produkt o
półtransparentnym wykończeniu, ale tym razem w tradycyjnej, kremowej formule.
Nie wiem tak naprawdę, czy seria Color Whisper jest jeszcze dostępna –
stacjonarnie już jej nie widziałam – ale jeśli gdzieś na nią traficie, warto
przyjrzeć się im bliżej. Nałożona pojedynczą warstwą pomadka nie smuży, nadaje
delikatny, oranżowy kolor i lekki połysk. Wracam do niej rzadko, ale zawsze
jestem zaskoczona, jak ładnie prezentuje się na twarzy – nawet w towarzystwie
samego korektora i tuszu lekko ożywia twarz i dodaje jej młodzieńczego blasku.
Oranże i pomarańcze wydają mi się trochę niedocenianymi kolorami w makijażu, a
przecież potrafią pięknie ocieplić twarz.
MAYBELLINE COLOR SENSATIONAL 910
Shocking Coral
Ten gagatek od Maybelline w swoim
czasie mocno napsuł mi krwi. Musiałam nauczyć się z nim współpracować, zanim
doceniłam jego soczysty, jaskrawy kolor. Dziś już wiem, że ta lodowata fuksja
na mojej twarzy nie znosi konkurencji i dobrze prezentuje się tylko w
towarzystwie nieskazitelnej cery i minimalistycznego makijażu oczu. Długo
czułam się w tym kolorze niepewnie i nieswojo, ale teraz całkiem nieźle się
dogadujemy. Mimo tradycyjnej, kremowej formuły, pełne krycie można uzyskać już
przy jednej warstwie – dla łagodniejszego efektu i mniej połyskliwego
wykończenia, wystarczy wklepać szminkę palcem. Trwałość jest typowa dla
kremowych produktów: około czterech godzin, ale babcinego rosołku nie przetrwa.
BOURJOIS ROUGE EDITION VELVET 10
Don’t pink of it!
Nudziak od Bourjois to w tym
zestawieniu najmniej wesoły, ale być może najbardziej uniwersalny
z kolorów. Chłodny, zgaszony róż, nieco jaśniejszy od naturalnego koloru
moich ust, współgra ładnie i z bladą, i nieco muśniętą słońcem cerą.
Prezentuje się pięknie tak w towarzystwie samego tuszu do rzęs, jak i ciężkiego
smoky. Słowem, ulubieniec na każdą okazję. Zastygająca formuła jest trwała,
zjada się dyskretnie i mimo matowego wykończenia, nie przesusza bardzo mocno.
Jeśli jeszcze nie znacie tego odcienia, dajcie mu szansę, bo potrafi się
pięknie odwdzięczyć. Pamiętajcie tylko, żeby nakładać go zawsze na suche usta,
bo inaczej może się smużyć i warzyć.
GOLDEN ROSE LONGSTAY LIQUID MATTE
LIPSTICK 04
Dopiero robiąc zdjęcia na
potrzeby tego wpisu w pełni doceniłam ten produkt. Nie wiem, ile zajęło mi
ustawienie aparatu i zrobienie zdjęcia, ale od momentu nałożenia szminki do
próby jej zmycia nie minęło na pewno więcej niż 5 minut. Przykładam nawilżaną
chusteczkę do ust i… figa! Ani drgnie. Potrzebowałam dwóch mokrych chusteczek i
5 minut pocierania i szorowania, zanim udało mi się zetrzeć ten produkt z ust.
Pamiętajcie więc, żeby zastanowić się dobrze, zanim nałożycie pomadkę Golden
Rose, bo zastyga na mur beton. A przy tym ma zupełnie niesamowity kolor: niby
zgaszony, ale intensywny, niby chłodny, ale z nutą brzoskwini… Sprawdźcie
koniecznie, choćby z ciekawości. Tylko zadbajcie przed aplikacją o dobrą
kondycję ust: zastygająca, trwała, matowa formuła ma swoją cenę.
CATRICE MADE TO STAY SMOOTHING
LIP POLISH 060 Mission PINKpossible
Za każdym razem, kiedy sięgam po
lakiery do ust z tej serii (a mam trzy) zastanawiam się, jak to możliwe, że tak
mało było o nich słychać w polskiej blogosferze. To pierwszy znany mi produkt do ust,
który zasługuje na miano lakieru: intensywny, mocno błyszczący i niemal mokry w
wykończeniu. I TRWAŁY. O ile zmycie płynnej pomadki Golden Rose było trudne,
ale wykonalne, o tyle usunięcie z ust lakieru Catrice jest zwyczajnie
niemożliwe – już do końca dnia miałam usta wściekle różowe. Kolor bezpośrednio
po nałożeniu jest intensywny, ale mokry, i to wykończenie utrzymuje się przez
około 3-4 godziny. Po tym czasie połysk znika, ale kolor pozostaje i z biegiem
czasu jedynie z wolna traci na intensywności. Blaknie przy tym równomiernie i
elegancko. Do końca dnia będziecie sprawiać wrażenie, że macie umalowane usta,
chociaż po produkcie nie będzie już śladu – pozostanie tylko wgryziony w wargi
pigment. Nie mam nic przeciwko, tym bardziej, że lakier Catrice ma bardzo
nasycony, głęboko fuksjowy kolor o chłodnym tonie.
Na koniec małe zestawienie
wszystkich bohaterek dzisiejszego wpisu:
BOURJOIS ROUGE EDITION SOUFFLE DE
VELVET 03 VIPeach/06 Cherry Leaders => średnia trwałość (4-5 godzin), płynna
formuła, satynowe wykończenie, półtransparentny kolor
MAYBELLINE COLOR WHISPER 440
Orange Attitude => niewielka trwałość (2 godziny), tradycyjna formuła, kremowe
wykończenie, półtransparentny kolor
MAYBELLINE COLOR SENSATIONAL 910
Shocking Coral => średnia trwałość (4-5 godzin), tradycyjna formuła, kremowe
wykończenie, pełne krycie
BOURJOIS ROUGE EDITION VELVET 10
Don’t pink of it! => duża trwałość (ok. 6 godzin), płynna formuła, satynowe
wykończenie, pełne krycie
GOLDEN ROSE LONGSTAY LIQUID MATTE
LIPSTICK 04 => ponadprzeciętna trwałość (powyżej 8 godzin), płynna formuła,
matowe wykończenie, pełne krycie
CATRICE MADE TO STAY SMOOTHING
LIP POLISH 060 Mission PINKpossible => ponadprzeciętna trwałość (do 12
godzin), płynna formuła, błyszczące wykończenie, pełne krycie
![]() |
Jak widzicie, na ustach wyglądają KOMPLETNIE RÓŻNIE :D Na górze: Cherry Leaders, Don't pink of it! W środkowym rzędzie: Orange Attitude, Shocking Coral, Golden Rose 04 Na dole: Mission PINKpossible, VIPeach |
To już wszystkie z moich
bieżących naustnych ulubienic. Znacie któryś z tych produktów? A może podzielicie
się z nami swoimi ulubieńcami? Piszcie!
Buziaki,
Iga
Ach te Twoje usta!!! ❤
OdpowiedzUsuńChcialabym sie uzaleznic od jakichś smarowideł ustnych, ale chyba jeszcze nie doroslam.... co nie zmienia faktu, ze jak mnie jednak najdzie to Ty jesteś moją wyrocznią [poklon]
Cóż mogę powiedzieć, jestem uzależniona od produktów do ust... Uwielbiam to, że do najprostszego makijażu wystarczy dodać piękną pomadkę i robi się efekt va-va-voom :D Gdybyś miała ochotę coś potestować, wiesz gdzie mnie znaleźć :)
UsuńMoje kolory na pomadkę :)
OdpowiedzUsuńW takim razie nic, tylko zabierać się do testów :)
Usuń